DesignMagazyn

Wywiad

Patryk Hardziej: „Mam przeczucie, że Polska pod względem projektowym rośnie w oczach.”

Opublikowane dnia .

Patryk Hardziej: „Mam przeczucie, że Polska pod względem projektowym rośnie w oczach.”

Wstęp

Wywiad

Patryk Hardziej: „Mam przeczucie, że Polska pod względem projektowym rośnie w oczach.”

Opublikowane dnia .

Patryk Hardziej to postać zyskująca coraz większą popularność wśród grafików. Ilustrator i projektant graficzny, autor Oldschool LogoPolskich Znaków Graficznych, współwłaściciel ¬ Negation Studio.

Rozmawia Sebastian Cencyk

Cześć, dziękuję, że zgodziłeś się na rozmowę. Jesteś moim trzecim rozmówcą z Trójmiasta. Dużo „młodej energii” tam. Jak to jest?

Cześć Sebastian! Dzięki za zaproszenie do rozmowy.

Wydaje mi się, że Trójmiasto się rozkręca i coraz więcej się tutaj dzieje. Jeżeli chodzi o mnie to bardzo dobrze mi się tu pracuje i mieszka.

Czyli przeprowadzka do Stolicy nie wchodzi w grę?

Na razie raczej nie. Lubię morze i to, że jest tutaj troszkę spokojniej. W Warszawie więcej się dzieje jeżeli chodzi o wydarzenia kulturalne, dlatego często tam jeżdżę, ale o przeprowadzce nie myślę.

Przygotowując się do wywiadu znalazłem mnóstwo krótkich notek nakreślających Twoją osobę i przeważnie przewijała się informacja o tym, że pracujesz głównie dla zagranicznych klientów. Jak myślisz, skąd taka dysproporcja między ilością pracy, którą zlecają Ci za granicą od tych w Polsce?

Wiesz co, nie wiem jak to działa. Może dlatego, że większość klientów mam z Behance. Ostatnio pojawia się coraz więcej zleceń także z Polski. Nie prowadzę jednak statystyk (śmiech), ale może warto zacząć. Pracy mi nie brakuje z tego względu, że nie lubię bezczynności i jak widzę możliwość, że można ruszyć nowy temat to go ruszam. Chociaż z przykrością stwierdzam, że dla siebie robię coraz mniej.

Ale Polskie Znaki Graficzne powstały z Twojej potrzeby stworzenia takiej publikacji?

O publikacji w ogóle nie myślałem. Po prostu wpadłem na pomysł założenia na Facebooku fanpage’a na którym publikowałbym stare znaki firmowe z całego świata, informowałem o ich autorach oraz okolicznościach powstania. Od zawsze podobała mi się modernistyczna estetyka znaków z lat 50., 60. i 70.. Było to na ostatnim roku studiów, więc w pewnym momencie stanąłem przed wyborem tematu pracy dyplomowej i wtedy pomyślałem, że mogę zrobić małą publikację o polskich znakach graficznych. Musiałem tylko namówić promotora. Zebrałem już wcześniej trochę materiałów i miałem stały kontakt z projektantami tzw. „starego pokolenia”, którzy służyli pomocą.

image1

Jaki był ich wkład w PZG poza wywiadami, których udzielili? Podpowiadali Ci coś jak powinno to wyglądać?

Kilku z nich w tym Roman Duszek, Karol Śliwka i Ryszard Bojar udzielili mi wywiadów na temat znaków i historii polskiego projektowania, to samo w sobie było dla mnie niezwykłe bo o pewnych historiach nigdy bym się nie dowiedział. Sami z siebie nic nie podpowiadali, ale można było wysnuć z tych rozmów daleko idące wnioski, ponieważ to bardzo mądrzy ludzie i świetni projektanci. Opowiadali mi o swoim procesie projektowym, pracy z klientem i pracy dydaktycznej. Każdy z nich miał inne zdanie na pewne tematy, a mimo to świetnie się dogadywali i szanowali swoją robotę. Każdy z nich także do dzisiaj kocha projektowanie.

Pamiętasz jakieś anegdoty, które miałeś okazję poznać? To wyjątkowi projektanci.

Wiesz, pewne historie znałem już wcześniej – tak jak tę ze znakiem PKO Karola Śliwki i odrzuceniem go przez sprzątaczkę, pracującą w banku. Uświadomiłem sobie wówczas, że nawet mistrzowie muszą czasem walczyć o swoje z klientem. Dowiedziałem się także, m.in. że znak LOT autorstwa Romana Duszka i Andrzeja Zbrożka powstał jednego dnia jako szkic na chusteczce, a następnego wygrał konkurs. Roman Duszek zdradził mi, że miał nawet wpływ na kształt ogona samolotu, aby identyfikacja wizualna, którą wdrażali, jak najlepiej zgrywała się z konstrukcją samolotu i to, że początkowo napis „Polish Airlines” miał być zaprojektowany za pomocą kroju Univers Adrania Frutigera. Z kolei pan Ryszard Bojar opowiadał jak przy akceptacji logotypu CPN niektórzy członkowie dyrekcji nie widzieli litery „N” albo czytali „CNP”.

To wszystko brzmi jak opowieści na osobną książkę – coś w rodzaju „wspomnienia projektantów XX wieku”. Jakie są dalsze losy PZG? Jest jakaś szansa na regularne wydanie, ewentualnie na kolejną część?

Bardzo bym chciał, żeby PZG pojawiło się w rozszerzonej i poprawionej wersji, ale to wymaga czasu, a także zaangażowania i zaufania ze strony wydawców. Robię co mogę. Dostałem tony maili z pytaniami o publikację, wszystkie zbieram i jak tylko pojawi się coś na horyzoncie to dam znać. Mam nadzieję, że to już niedługo.

patryk i karol śliwka

Zatem trzymam kciuki. Można zaobserwować u Ciebie pewną tendencję do dość charakterystycznych geometrycznych form, których używasz jako narzędzia do zniekształcenia świata przedstawionego. Skąd u Ciebie takie podejście do komponowania swoich plakatów?

Wiesz, ja ciągle szukam stylu. Może jest tak jak mówisz i prawdę mówiąc nie wiem skąd się to bierze. Po prostu tak wychodzi, może rękę mam sztywną – tak mi kiedyś profesor powiedział (śmiech).

Rozmawialiśmy jakiś czas temu i mówiłem Ci, że wśród wyróżnionych prac na Béhance dość łatwo jest rozpoznać tę, która wyszła spod Twojej ręki – zatem stylu nie da Ci się odmówić. Duży wpływ miała na Ciebie uczelnia, czy zawsze szedłeś swoim torem?

To jest tak, że nie jestem stricte ilustratorem czy stricte grafikiem, taki kundelek ze mnie. Rysowałem ilustracje już przed pójściem na uczelnię i prawdę mówiąc ASP miało na ich charakter znikomy wpływ. No, może trochę pracownia litografii gdzie robiłem sporo plam, natomiast zasad projektowania nauczyłem się już dzięki uczelni. Teraz próbuję łączyć te dwie aktywności, mam w głowie jak to powinno wszystko wyglądać, muszę się tylko tego nauczyć. Dobrze że nie jestem jeszcze jakiś stary. Ostatnio dostałem brief: grupa docelowa – ludzie młodzi w wieku 20-55 lat, więc jest nadzieja (śmiech).

Jaką wartość w Twoich oczach ma tego typu uczelnia? Uważasz, że skończenie ASP jest niezbędne do wejścia w świat projektantów i osiągania sukcesów w tej dziedzinie? 

Myślę, że we wszystkim można znaleźć wartość. Ja znalazłem nawet w tym, że za pierwszym razem odpadłem egzaminach wstępnych i wydaję mi się, że dobrze się stało. Dzisiaj nie ma jednej drogi. Są projektanci po ASP i bez ASP. Są też tacy, którzy skończyli marketing i mają inny ogląd na branżę, inni zamiast studiów graficznych od razu wskoczyli w zawód. Sukces chyba nie jest przypisany tylko do jednej ścieżki. Wydaję mi się, że najważniejsze to przestać myśleć o projektowaniu jako o pracy, ale jako o stylu życia, bo wszystko co robimy i podpisujemy swoim nazwiskiem nas określa. Trzeba być też zgodnym z samym sobą. To wszystko truizmy, ale nauczyłem się, że banały są często bardzo prawdziwe. Odpowiadając na pytanie – ASP nie jest niezbędne. Niezbędne jest zaangażowanie.

ilustracje

Zaangażowanie wiąże się z regularną pracą i konsekwencją – wspomniałeś kiedyś, że wena to mit, istnieje tylko sumienne podejście do swoich zadań. Dziś, bogatszy o doświadczenie i po współpracy z kilkoma klientami nadal podtrzymujesz to stwierdzenie?

Tak, podtrzymuję. Wena to mit i rodzaj usprawiedliwienia. Wiadomo, wiele czynników ma wpływ na to czy mamy pomysł albo jak nam mija dany dzień pracy. Mam tu na myśli warunki meteorologiczne, to czy się wyspaliśmy, czy mamy kaca, to czy oglądamy fajne i mądre rzeczy, a nie skupiamy się na tych słabych – a także dieta, stosunki z innymi osobami (w tym z klientem) itd. To jest właśnie ta cała wena.

Pracujesz z Patrycją Podkościelny. Jak to dokładnie wygląda – konsultujecie ze sobą większość pomysłów, czy raczej działa to jedynie na zasadzie współdzielenia jednej pracowni?

Patrycja Podkościelny Grafik, ilustrator, współwłaścicielka studia ¬ negation

Mieszkamy ze sobą i pracujemy w domu więc nie mamy innego wyjścia. Dobrze mieć obok kogoś, kto wyłapie ewentualne błędy lub kto będzie cię wspierał podczas gdy nanosisz poprawki o w pół do piątej rano. Czasem możemy nawet podzielić między siebie pracę, to bardzo przydatne.

patryk i patrycja

Masz jakieś konkretne spostrzeżenia co do polskiej branży projektantów? Mam na myśli to, czy w jakiś sposób potrafisz ocenić poziom dzisiejszych projektów na tle chociażby reszty Europy.

Ja mam poczucie, że Polska pod względem projektowym rośnie w oczach. Mam plan, żeby zebrać dokonania z dziedziny projektowania znaku i identyfikacji wizualnej i pokazać to szerokiej publiczności w kraju jak i za granicą. Całość ma nawiązywać do legendarnego wydarzenia z 1969 roku tzw. ”Pierwszej Ogólnopolskiej Wystawy Znaków Graficznych”.

Opowiadałeś mi o tym jakiś czas temu. Ma to być wystawa zorganizowana w kilku miastach Polski – we współpracy z Rene Wawrzkiewiczem. Możesz coś więcej powiedzieć na ten temat? Jakie to będą miasta i kiedy można spodziewać się efektów?

Rene Wawrzkiewicz Grafik, kurator dizajnu, współtwórca mamastudio

Wydarzenie będzie nosić nazwę „Druga Ogólnopolska Wystawa Znaków Graficznych” i odbędzie się na początku w trzech miastach w Polsce: Gdyni (Centrum Designu Gdynia), Warszawie (Muzeum Sztuki Nowoczesnej) oraz we Wrocławiu (Galeria Dizajn BWA). Jeszcze w maju z Rene Wawrzkiewiczem startujemy z naborem prac przez stronę internetową, a wystawa będzie wędrować od września 2015 do kwietnia 2016, a może nawet dłużej.

Będziemy informować na bieżąco. Chciałem jeszcze odnieść się do Twojej wypowiedzi nt. polskiego rynku i tego, że w Twojej opinii rośnie on w siłę. Zmarły w maju tego roku Ś. P. Janusz Kaniewski mówił, że jak wrócił do Polski to poczuł się jak drwal w lesie w którym jest mnóstwo drzew do ścięcia. Myślisz, że te słowa były bardziej spowodowane rosnącą świadomością klientów (bo nagle zaczynają potrzebować projektanta, rozumieć jego istotę) czy może była to jego subiektywna opinia jako kogoś, kto mógł współpracować niemal z każdym na rynku?

Janusz Kaniewski jako autorytet w dziedzinie raczej wiedział co mówi, nie znam jednak kontekstu, żeby się odnieść w 100%. Jednak widać wzrost świadomości klientów. Tzw. Dizajnem interesuje się coraz więcej ludzi i nie chodzi tu tylko o powierzchowne zainteresowanie „ładnymi” rzeczami, ale także o większą świadomość samego procesu projektowania. Dowodem tego jest m.in popularność książki Marcina Wichy „Jak przestałem kochać design”, zwraca ona uwagę w na problemy wnikające z niewiedzy o projektowaniu, a także z „przeprojektowania”. Przy okazji uświadamia, ze trzeba mieć do tego wszystkiego dystans.

A Ty jako projektant masz dystans do dizajnu? Mam na myśli to, czy oglądanie się po przestrzeni gdy idziesz ulicą nie budzi w Tobie jakiś lęków, obaw albo frustracji, gdy widzisz szmaty wizualnie pozostawiające wiele do życzenia.

Kiedyś jak zgłębiałem „tajniki zawodu” strasznie się irytowałem, że kerning nie taki, że krzywo itd. Szybko mi przeszło. Po pierwsze szkoda zdrowia. Po drugie irytacja i gadanie nic nie wniosą – trzeba działać i edukować, a szukanie dziury w całym jest bez totalnie sensu. Po trzecie ludzie, którzy robią te rzeczy mogą być prywatnie bardzo sympatyczni i nie mają złych intencji. Po czwarte projektowanie to wizualna forma komunikacji. Amatorski projekt także coś komunikuje, dzięki temu mamy punkty odniesienia. Bardziej szkodliwa wg mnie jest nawet profesjonalna reklama, ale nierzetelna i mająca na celu nieetyczne zachowania. Ogólnie kwestie dystansu do pewnych zdarzeń świetnie opisuje efekt Krugera-Dunninga, obrazujący, że im ktoś mniej wie na jakiś temat tym bardziej jest pewny swojej wiedzy, to jest pułapka więc lepiej się zdystansować niż udawać eksperta.

Pokorny projektant to dobry projektant?

Tak, pokora jest niesłychanie ważna. Zauważyłem to w rozmowie z Karolem Śliwką, który będąc żywą legendą, prywatnie pozostaje bardzo skromną osobą. Taschen miał wydać książkę o modernistycznych znakach graficznych i w opisie wymieniano go obok Adriana Frutigera,  Antona Stankowskiego, Stefana Kancheva, Yusaku Kamekury i Paula Randa. Może kiedyś ta pokora wynikała z mozolnej pracy, trzeba było wszystko rysować ręcznie, poprawki były bardzo czasochłonne, a proces technologiczny często niweczył zamierzony efekt. Teraz gdy technologia pozwala nam pracować szybciej i lepiej, można popaść w mylne przeświadczenie o poziomie własnych umiejętności.

A Tobie technologia dużo pomaga, czy klasyfikujesz siebie jako analogowego twórcę?

Na pewno pomaga, komputer to jest świetnie wyspecjalizowane narzędzie w wielu kwestiach mądrzejsze ode mnie. Uwielbiam jednak pracę manualną, projektowanie znaków zawsze zaczynam od szkiców i wykreślania na kartce, ilustrację zawsze najpierw rysuję ołówkiem, a później dopiero skanuję, żeby nałożyć kolor. Dążę do tego by w przyszłości jak najmniej używać komputera. Nie wiem na ile mi się to uda, zobaczymy. Wiadomo – wymagania rynku są takie, że czasem trzeba zrobić coś z dnia na dzień. Pracując tylko i wyłącznie analogowo bym się po prostu nie wyrobił.

Rozumiem i zdaję się, że nie ma w tym nic złego. Po prostu taki system pracy. A jak u Ciebie wygląda ilość czasu, którą poświęcasz na naukę, która jest po za warsztatem z ołówkiem w ręku – mam na myśli czytanie artykułów, książek, oglądnie filmów czy odwiedzanie wystaw. Możesz jakoś określić proporcje

Niestety jestem mało zbalansowany. Potrafię tylko pracować przez np. trzy miesiące i nie tknąć ani jednej książki, po czym czytam kilka – jedną za drugą. Uwielbiam książki o projektowaniu, a szczególnie te o starych znakach, bo je się głównie przegląda (śmiech). Ostatnio zacząłem zgłębiać proporcje pod względem teoretycznym i czytam o Euklidesie. Filmy zazwyczaj lecą podczas pracy na drugim monitorze.

Chcesz powiązać liczby z projektowaniem?

Tu nie do końca chodzi o liczby, bo one są tylko jakimś systemem (przed liczbami Grecy używali liter alfabetu) opisującym pewne prawidłowości rządzące światem. O ile mi się uda to będę się starał w jakimś stopniu ocierać o te prawidłowości, punktem wyjścia są dla mnie proporcje.

Mógłbyś zatem na koniec rozmowy podzielić się z nami tytułami książek lub filmów, które albo były bardzo istotne dla Ciebie, albo po prostu uważasz, że są godne uwagi?

Zadałeś najtrudniejsze pytanie świata, ponieważ nie przeczytałem i nie obejrzałem wszystkiego (śmiech). Niekwestionowanym mistrzem jeżeli chodzi o film jest dla mnie Stanley Kubrick. Przeżyłem jakąś głęboką fascynację, kiedy jako dzieciak zobaczyłem na TCM „Odyseję Kosmiczną 2001”. Nie znałem angielskiego i kompletnie nie wiedziałem o co chodzi, ale czułem, że jest to coś wielkiego. Chciałbym więcej czytać niebranżowych pozycji. Niestety nie czuję się specjalistą jeżeli chodzi o literaturę, lubię Orwella, Hermanna Hesse, Johna Fowlesa, Lovecrafta, a przede wszystkim Stanisława Lema. Tak, to Lema czytam chyba najwięcej.

Co z branżowych?

Ostatnio urzekło mnie „Jak przestałem kochać design” – obowiązkowe dla każdego „dizajnera”, oraz książka „Paneuropa, Kometa, Hel.” Mariana Misiaka i Agaty Szydłowskiej

Dziękuję bardzo za rozmowę, tradycyjnie pytam mojego rozmówcę – czego mogę Ci życzyć?

Dochodzi 23:00, więc życz mi wytrwałości w pracy (śmiech). Dzięki wielkie!

Patryk na Behance

profile

Sebastian Cencyk

https://dribbble.com/scencyk

Grafik oraz pomysłodawca DesignMagazyn. Członek zespołu Adobe Community Professional. Pasjonat wszystkiego co ładne. Szczecinianin.

Zobacz komentarze (2) ...