DesignMagazyn

Wywiad

„Sztuka w naszej branży to mit.” – Wywiad z Adamem Rudzkim

Opublikowane dnia .

„Sztuka w naszej branży to mit.” – Wywiad z Adamem Rudzkim

Wstęp

Wywiad

„Sztuka w naszej branży to mit.” – Wywiad z Adamem Rudzkim

Opublikowane dnia .

Kolejną osobą, z którą miałem przyjemność rozmawiać w ostatnim czasie jest Adam Rudzki. Gdy jakiś czas temu pierwszy raz spotkałem się z jego portfolio – wywarło ono na mnie ogromne wrażenie. Później zobaczyłem, że zostało wyróżnione przez Awwwards, co jednoznacznie sugeruje, że jest to nietuzinkowa osoba, którą z pewnością warto śledzić. W wywiadzie: o pracy w GREYu, studiach graficznych, początkach kariery i wiele ciekawostek dot. jego pracy.

Rozmawia Sebastian Cencyk

Bardzo się cieszę, że możemy porozmawiać, bo już jakiś czas temu natknąłem się na Twoje portfolio i zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie.

Hej, ja również bardzo Ci dziękuję za propozycję pogadania, to bardzo miłe! Fajnie jest słyszeć, że moje portfolio może się podobać – jednak ja ciągle się uczę i każdego dnia doświadczam nowych rzeczy.

Nad czym obecnie pracujesz?

Generalnie moja cała aktywność to z jednej strony praca w agencji, gdzie robimy duże projekty, dla brandów na polskim i globalnym rynku, oraz praca nad projektami po pracy. Robię dużo freelancowych projektów, dzięki temu uczę się nowych rzeczy, poznaje nowych ludzi i mam kontakt z różnorodnymi briefami.
Nie szczególnie mogę pochwalić się markami, ale ostatnio po pracy pracuje nad dużym projektem, gdzie nie tylko projektuje, a uczestniczę w procesie kreatywnym od samego początku, od etapu prac koncepcyjnych i to mi się bardzo podoba, to chce robić. Jestem otwarty na nowe briefy.

A jak zapatrujesz się na kwestie pracy w GREY’u, a byciem freelancerem? Byłbyś w stanie wybrać jednogłośnie wskazując jakąś istotną zaletę z Twojej perspektywy?

Odkąd pracuje w agencjach, mam kontakt z ludźmi reklamy, z fajnymi markami to nie wyobrażam sobie pracy tylko jako freelancer. Ja muszę być w tym kotle 120 osób, pracować z nimi, przebywać, rozmawiać… jak i spędzać nadgodziny.
Freelance to jednak praca w domu, bezpośrednia walka z klientami i nie oszukajmy się z reguły nie dostaniesz briefu czy zaproszenia do przetargu dla dużego klienta, a tacy wymagają najbardziej, dla takich lubię pracować.

A jak doszło do współpracy z GREYem?

W poprzedniej agencji w której pracowałem nadszedł moment kryzysu, dużo zmian, niekoniecznie jak się okazało dobrych, odeszło sporo osób, nie do końca kierunek w którym miała iść agencja pokrywał się z wartościami którymi się kieruje, szybka decyzja, spotkanie z dyrektorem kreatywnym Digitalu w GREYu, a dziś moim szefem… po kilku dniach byłem już częścią GREYa i jestem do dziś z czego jestem bardzo zadowolony

W czerwcu minie rok współpracy, jest fajnie.

A jakie obszary projektowania są w Twojej gestii w GREYu?

Pracuje w digitalowej części GREYa w Polsce. Na szczęście nie tylko projektuje, ale dostaje też briefy przetargowe, gdzie mogę spojrzeć na temat szerzej, popracować z copywritterem, wymyślać fajne rzeczy, idee kreatywne, a później przenosić je na obraz. Bardzo lubię ten moment prac koncepcyjnych, gdy przychodzą pomysły, spina się to w coś większego. Także nie tylko projektuje, ale też wymyślam i w tym kierunku widzę swoją przyszłość, czyli zdecydowanie Art Direction, a nie w 100% Graphic Design. Zdarzają się też tematy ATLowe, także odrywamy się od internetów i wychodzimy poza sieć

Jeśli projektuje to jest to wszystko co digitalowe, czyli kampanie, web, aplikacje, UI/UX, a jeśli pojawia się ATL to projektuje Key Visuale czy inne formy reklamowe,

Świetna sprawa, bo rozwijasz się na kilku polach i masz większy wpływ na projekt. Widziałem ostatnio nową odsłonę www GREYa nad którą pracowałeś. Możesz opowiedzieć jak wyglądały pracę nad tym projektem, ile trwały, ile było koncepcji i z czego najbardziej jesteś zadowolony?

Tak, strony… to jest ta łatka którą chcę od siebie odlepić. Tak, pracowałem nad tym projektem, zresztą pracowało nad nią kilka osób, jak Filip, Krzysiek czy Rafał od nas z Digitalu, właściwie to ona nie ma jednego autora jeśli chodzi o kreację, każdy z nas dodawał coś od siebie i myślę, że się udało. Pokazaliśmy to co chcieliśmy, czyli że GREY to silna agencja i robimy duże kampanie w Digitalu, ATLu i BTLu i znamy się na tym.
Prace trwały 3 razy dłużej niż zakładano, ale to z drugiej strony dobrze, mieliśmy czas na eksperymenty i zmiany koncepcji, których było dużo. Kilka razy miałem „starcia” z jednym z naszych developerów, ale na szczęście merytoryczne, normalnie ze sobą gadamy i pracujemy, także chyba nie wpłynęły one na relacje.

Co masz na myśli mówiąc o łatce, którą chcesz od siebie odlepić? Mówisz o łatce z napisem „projektant stron internetowych”?

Tak, dokładnie. Nie żebym tego nie lubił robić, ale chce robić większe rzeczy, tak jak mówiłem wcześniej, wymyślać, budować idee kreatywne, widywać swoje kampanie na mieście. Tak ambitne i odważne, ale lubię wyznaczać sobie duże cele. Generalnie chce iść w kierunku reklamy, choć oczywiście nigdy do końca nie zrezygnuje z zaprojektowania strony czy apki, chce to wyważyć, mimo wszystko z przewagą na reklamę, czego mam okazje się uczyć w bardzo dobrym miejscu.

Jasne, zapytałem o stronę internetową, bo ona „wisi” jako Twój ostatni projekt na Behance. Słuchaj, bardzo ciekawi mnie cała „otoczka”, która towarzyszy Ci na co dzień, czyli wszystkie przedmioty bez których nie potrafiłbyś się obejść.

To może banalne, ale nie rozstaje się z moim iPhonem, to w nim mam maile, kontakty do znajomych, zdjęcia, instagrama którego jestem fanem i kilka innych aplikacji, tutaj też mam proste notatki. Zwykle wychodzę z mieszkania już spóźniony, jeśli nie zapomnę, a wiem, że będę miał w ciągu dnia czy po pracy jakieś spotkanie zabieram ze sobą mój obrandowany czarny Moleskine, i cienkopis.

A jak wygląda Twój setup do pracy?

W pracy mam najnowszego iMaka 27″, w domu MBP Pro + Apple Cinema Display + tablet.

biurko

Słuchasz muzyki podczas pracy? Niektórzy wystrzegają się tego, bo są przyzwyczajeni do pracy w ciszy.

Słucham muzyki wszędzie i o każdej porze, ale nie w pracy. Mamy kulturę Open, dużo się dzieje wokół, ktoś przychodzi, o coś pyta, nie lubię przerywać komuś w połowie i pytać „yyy, co mówiłeś?”  Teraz podczas tej rozmowy, słucham najnowszego Rojka. Głównie słucham Rocka, Indie i pochodnych.

Skończyłeś wyższą szkołę w kierunku projektowania graficznego. Uważasz, ze to było kluczowe do dojścia do tego miejsca w którym teraz jesteś?

Nie, jeszcze nie skończyłem, jestem w trakcie. Czekałem na to pytanie, ponieważ dużo osób pisze do mnie i pyta o szkołę, gdzie się można nauczyć projektować.
Powiem brutalnie – nigdzie nie nauczą Cię projektować. Poziom kształcenia na kierunkach, nie lubię tego określenia, ale artystycznych jest żenujący, koszmarnie niski, nie wspominając już o braku szkoły gdzie uczą Cię pracy jako kreatywny w reklamie.
Albo to masz albo nie, albo masz głęboko zakorzeniony dobry gust, umiejętność kreowania, szerokiego myślenia i tworzenia kompozycji i rozwijasz to pracując, albo nie.
Wiele osób twierdzi, że studia dadzą im pracę, to największe kłamstwo średniowiecznego modelu kształcenia w naszym kraju. Trzeba bardzo, bardzo, bardzo mocno pracować i trenować swoje skille jeśli chcesz robić dobre rzeczy.
Studia już totalnie nie są potrzebne do pracy w agencji, nigdy nikt mnie nie pytał o to jaką szkołę skończyłem, liczy się portfolio, osobowość i te cechy które masz albo nie, nie da się tego wyuczyć. Ja rozpocząłem pracę na stałe w agencji już kilka miesięcy przed maturą, nie miałem dobrych ocen w szkole, ale wiedziałem, że lepiej będzie da mnie jeśli coś sam zacznę robić niż czekać jak moi koledzy na cud i świetną pracę za fajne pieniądze. To mit.

Jesteś zatem rozczarowany tym co tam zastałeś? Z jakim nastawieniem szedłeś do Wyższej Szkoły Informatyki Stosowanej i Zarządzania WIT?

Jestem rozczarowany totalnie tą szkołą, jej kadrą, gdzie poza specjalistami, których policzę na palcach u jednej ręki, nie było absolutnie nikogo kto miał warsztat, wiedzę i doświadczenie. Jak szkoła chce przygotować ludzi jak sama pisze na swojej stronie do pracy w reklamie skoro nikt z kadry nie pracował nigdy w życiu w agencji reklamowej z prawdziwego zdarzenia. Wciska się ludziom, że agencje to złe miejsce i najlepiej stań na ulicy i sprzedawaj obrazy…
Moje nastawienie było takie, aby nauczyć się nowych rzeczy, trenować swój gust i warsztat, spotkałem niekompetencje i totalny brak tego o czym pisałem wyżej, nie dałem się i zawsze robiłem projekty tak jak sam uważałem, co niestety nie spotykało się z aprobatą kadry.
Mam po prostu swój wypracowany język wizualny i nie pozwolę aby uległ zmianie pod naporem ludzi którzy nie mają pojęcia o tym o czym mówią.

Dlaczego w takim razie nie zrezygnowałeś z kontynuacji nauki w tej szkole? Chcesz „dociągnąć” do końca, bo żal Ci już przecież straconego czasu?

Tak dokładnie, wiem z rozmów ze znajomymi, że zmiana szkoły nie poprawi sytuacji. Szkoda mi wydanych na szkołę nie małych pieniędzy, które wydane zostały de facto w błoto, bo TOTALNIE niczego się nie nauczyłem.

Jasne. Odejdźmy już od tego tematu. Miewasz sytuacje w których odczuwasz blokadę twórczą, która nie pozwala na stworzenie czegoś z czego byłbyś od zaraz zadowolony? Jeżeli tak, to jak sobie z tym radzisz? Sport? Urlop? Spotkanie ze znajomymi?

Tworzenie to takie wielkie słowo, nie wierze w tworzenie czy sztukę w naszej branży. To mit, celebracja czegoś, czego nie ma. Staram się robić to co kocham najlepiej jak potrafię, staram się w agencji czy przy projektach po pracy walczyć o jakość i piętnować to co słabe, czasem kosztem hejtowania tego co robię. Zawsze taki byłem. Wracając do pytania, nie miałem chyba żadnego dużego kryzysu, staram się tak też nie traktować gorszych dni, nawet podczas takich dni uczysz się nowych rzeczy i musisz poradzić sobie z określonymi sytuacjami. W pracy gdzie na szali są konkretne, terminy, wymagania, briefy i nie małe budżety, nie mogę powiedzieć „Słuchajcie mam gorszy dzień, nie zrobię tego” – to nie byłoby spoko. Jeśli decyduje się na stałą pracę za którą dostaje wynagrodzenie to muszę mieć pod kontrolą takie sytuacje i nie dopuszczać do nich lub starać się minimalizować skutki, myślę że tak jest też profesjonalnie, gramy do jednej bramki, mój błąd czy niemoc przekłada się na cały proces.
Jestem pracoholikiem i nie kryje się z tym. Lubię pracować, dużo pracować, bo to co robię jest moją pasją i sposobem na życie z którego jestem zadowolony. Nie mam tak jak słyszę od znajomych z innych branż, że mają problem z tym, żeby wstać i iść do pracy, ja wstaje z uśmiechem na twarzy i jestem szczęśliwy z tego, że już za kilka minut będę w biurze i będzie super, mimo tego że sytuacje są różne, trzeba walczyć i radzić sobie z problemami, to wszystko nas czegoś uczy.
Jakiś czas temu zauważyliśmy w pracy, że mamy problem z tym, żeby po pracy nic nie robić. Nie potrafię wrócić po pracy do mieszkania, usiąść i czillować, gdy nie mam projektu po pracy lub swoich projektów to nie mogę sobie znaleźć miejsca, źle mi z tym, że nic nie robię, a przecież 90% ludzi cieszyła by się z tego faktu. Lubię pracować i mam to zakorzenione „już od małego”, za co bardzo dziękuję moim Rodzicom.
Nie bywam też na urlopach, jeśli chce się zrelaksować to spotykam się z Dziewczyną, spotykam się ze znajomymi czy idę na rower – bardzo lubię wyjść na rower po 20 gdy ruch jest już mniejszy i zrobić kilkanaście kilometrów.

Jak wyglądały początki wejścia w projektowanie/branżę kreatywną. Co spowodowało, że postanowiłeś uruchomić pierwszy raz photoshopa?

Stało się to 4 lata, nie już prawie 5 lat temu, we wrześniu po moich 18 urodzinach zacząłem mocniej interesować się internetem, tym jak on działa i jak to wszystko wygląda. Trochę poczytałem, zarwałem kilka nocy, a właściwie to byłem tak zajarany możliwościami, że zarywałem notorycznie noce, co odbiło się na mojej nauce. Chodziłem do technikum budowlanego, ponieważ od zawsze chciałem zostać architektem, budować duże obiekty i być na budowie. Zapewne przez to, że moi rodzice budowali w tym czasie dom i dużo przebywałem na placu budowy starając się pomagać. Anyway, wygląda na to, że pisane mi było projektowanie co robię tylko w innej formie i branży i co stało się moim sposobem na życie.

A w jaki sposób zacząłeś naukę? Sam się uczyłeś wszystkiego? Znałeś kogoś kto Cię „wdrażał”? Może kupiłeś stos książek na ten temat?

Jestem totalnym samoukiem, nie znałem nikogo kto zajmował się projektowaniem, nie kupiłem żadnej książki / poradnika, ani też nie przerobiłem żadnego tutka. To wszystko u mnie było naturalne, wszystko działo się za sprawą mojej ciekawości świata, tak też opanowałem w pewnym stopniu Photoshopa. Zaczęło się od tego jak się robi kształt, następnie jak coś napisać itd.
Bardzo dużo nauczyłem się przy okazji zleceń, które jakimś cudem przy moim zerowym doświadczeniu się pojawiały, klientom podobało się to co robiłem, zacząłem zarabiać, wiedziałem już, że to jest to co chce robić.
Sporo też nauczyłem się od kolegów z agencji i ich porad czy sztuczek. Być może nie umiem zrobić foto realistycznych ikon, które zalewają Dribbble czy Behance, ale też poruszam się w innej stylistyce, wiem co jest w moim wizualnym kluczu i na tym buduje swoje projekty. Bardziej od 5 gwiazdek w Photoshopie, zależy mi na umiejętności budowania layoutów, stricte projektowania graficznego, wiedzy o kompozycji, formie i tym wszystkim co wokół ogólnie pojętej grafiki użytkowej krąży.
Chce być właśnie takim projektantem który potrafi budować layouty, ale w ramach pracy w agencji reklamowej, zarówno tej projektowej jak i koncepcyjnej.

W związku z takim dość gwałtownym „przewrotem” w Twoim życiu, bo nagle pojawia się coś co pochłania większość Twojego czasu, zmieniło się Twoje myślenie? Wiesz, chodzi mi o ogólne spojrzenie na świat, pracę, życie, ludzi itd.

Odkąd pracuje i zarabiam pieniądze i muszę się za nie utrzymać bardziej szanuje prace ludzi i właśnie posiadany budżet. Od kilku lat jestem niezależny finansowo od rodziców i bardzo jestem z tego dumny, myślę że radze sobie nieźle. To zawsze jest tak, że wraz z wiekiem i nabieraniem z kolei tego życiowego doświadczenia, zmienia się Twój światopogląd, teraz na pewne rzeczy mam inne spojrzenie niż jeszcze za czasów gdy mieszkałem z rodzicami i koszty życia mnie nie interesowały, nie sądziłem też że spotkam tylu fajnych ludzi którzy pojawiają się na mojej drodze zawodowej i pomagają w rozwoju, nie spodziewałem się też że wśród ludzi z taj samej branży jest tylu zawistnych ludzi, którzy czekają na Twoje potknięcie i robią wszystko by Ci przeszkodzić.
Bardzo jest to smutne, jak wielką tragedią dla ludzi jest sukces innej osoby.
To dla mnie niewiarygodne jak ludzie są zazdrośni i jak potrafią obrzucić błotem, jak są nieodporni na to, że komuś wyszło.
Ciągle jednak kieruje się zasadą, że trzeba robić to co się robi, najlepiej jak się potrafi, a cała reszta jest do ogarnięcia.

Rozumiem. W miarę płynnie przeszliśmy do ludzi i środowiska. Powiedz proszę jak się odnajdujesz na „polskim podwórku” designerów, lub ogólnie ludzi z branży?

„Polskie podwórko” dobrze nazwane, jak chyba każde podwórko konkretnej branży jest zróżnicowane, są grupki ziomków, którzy trzymają z sobą sztamę, dają i odbierają sobie pracę, organizują konferencje i imprezy na których jeszcze mocniej się „ziomują”, lub odwracają się od siebie. Tym światem rządzą kontakty na różnych szczeblach i nie jest to nowość. Jest też jasna strona, wybitnych młodych designerów i Artów którzy nie piorą brudów, robią swoją robotę dobrze i fajnie żyją. Zdobywają nagrody, uznanie i są z dala od tego co niefajne i co może im zaszkodzić.
Niestety są środowiska głównie „wokół internetowe”, które mają problem z tym że, jak już wcześniej mówiłem coś się komuś udało, lepiej się powiodło czy ktoś pracuje w fajnej firmie i pracuje przy fajnych projektach. Nic z tym nie zrobimy, jedynie nie ma się tym szczególnie zajmować i robić swoje.
Taka jest chyba nasza polska mentalność, że największą tragedią jest sukces drugiej osoby.

Padałeś czasem ofiarą zawiści ze strony innych osób? Jednym słowem, czy spotykałeś „prywatnych hejterów”? Ze strony branży jak i znajomych.

Ze strony znajomych nie, jak mój hejter może być moim znajomym? Wykluczam takie jednostki z mojego otoczenia. Myślę, że tak jak każdy który na określonym poziomie coś osiągnał lub coś zrobił dobrze ma hejterów, to naturalne. Ludzie mają problem z sukcesem, mają problem, że ktoś fajnie żyje, ale nie do końca mają wiedzę na temat tego ile ktoś musiał włożyć w to wysiłku czy wyrzeczeń.
Hejterzy są w każdej branży, to ludzie którym się nie udało lub jeszcze nic w życiu nie osiągnęli.
A wszedłeś kiedyś w zawodową relację ze swoim znajomym? Zdarza Ci się otrzymywać wiadomości dot. „prostego zlecenia graficznego dla kumpla”?

Nie, nie pracuje dla znajomych. To może okazać się problematyczne, po co psuć relacje.

Licząc czas od początku Twojego zainteresowania rzeczami „około kreatywnymi” (nie chcę nazywać Cię designerem, bo to trochę ogranicza), był jakiś punkt zwrotny w postaci jakiegoś zdarzenia, osoby, uświadomienia sobie czegoś? Momentu w którym dostałeś „kopa w głowę”, który spowodował, że dzisiaj jesteś Adamem Rudzkim pracującym w GREYu?

Generalnie jestem osobą, która nie potrzebuje dodatkowych bodźców motywacyjnych. Na pewno bardzo miłe są nagrody i wyróżnienia, publikacje moich projektów w książkach czy magazynach, to jest taki psztyczek, żeby starać się jeszcze mocniej.

adweek

Miałem też kilka rozmów z moimi szefami, które uświadamiały mi pewne rzeczy, to wszystko jest dobre. Głównie dostawałem po nich wiatru w skrzydła.

Jakiś czas temu na Instagramie napisałeś „Design is a fucking lifestyle”. Co Twoim zdaniem charakteryzuje designera i wyróżnia go z tłumu?

Tak! Taką mam tapetę od Good Fucking Design Advice w pracy i w domu, utożsamiam się z tym totalnie, nie celebruje jak zauważyłeś tego co robię i swojej pracy, nie uważam się za nikogo wyjątkowego czy ponadprzeciętnie ciekawego, ale design którym żyje na każdym kroku jest moim stylem życia, lubię dobry design, lubię ładne projekty, ładne meble, ładne budynki… to jest moje życie.
Może po prostu ludzie z branży kreatywnej bardziej żyją swoją pracą i tym co robią niż inne zawody? Nie wiem, być może, trochę tak czuję.

design

Ostatni projekt, który zrobił na Tobie wrażenie.

Trudne pytanie, przeglądam kilkadziesiąt różnego rodzaju projektów czy kejsów reklamowych dziennie, trudno jest mi wskazać coś totalnie cool, ale nawet niezły jest koncept nowej strony Newsweek, który krąży po Behance, jeśli chodzi o reklamę to kampania Old Spice GET SHAVED IN THE FACE jest bardzo spoko, pokłony za to i za poprzednie dla Wieden+Kennedy.

A skończyłeś czytać „Projektuj dla przyjemności/Pracuj dla pieniędzy”?

Okej nieźle mnie wystalkowałeś, dziś jadłem tajskie. A tak na serio, to bardzo dobra pozycja, a przynajmniej jest dobra do połowy, bo do niej dobrnąłem.

Teraz drugi i być może nie ostatni dowód na moje zapędy stalkingowe. Gdzie kupiłeś ten rower? Jest naprawdę świetny, mam wrażenie, że każdy designer powinien go dostawać jako „wyprawkę”.

No dobra chłopaki będą mieli reklamie w prime time! Mój rower nie ma marki, to custom, złożony dla mnie przez SzanujSzosę.
Sporo go na moim Instagramie, z góry przepraszam. Strasznie mi się podoba i jest idealny do przejażdżek po mieście.

rower

W poprzednich wywiadach pytałem czego mogę życzyć osobie „odpytywanej”. Teraz chyba wiem. Życzę Ci, abyś idąc przez miasto, czy będąc gdziekolwiek w przestrzeni publicznej mijał projekty w których brałeś udział.
Dziękuję bardzo za rozmowę, jeśli chciałbyś „coś powiedzieć” do czytelników, to właśnie ten moment.

Tak świetnie trafiłeś, tego właśnie zawodowo najmocniej chce, a przy okazji żeby były do tylko najlepsze realizacje.

Pamiętajcie róbcie to co kochacie, a nigdy nie będziecie musieli pracować. Wkładajcie w to dużo serca i czasu, a zaprocentuje.

profile

Sebastian Cencyk

https://dribbble.com/scencyk

Grafik oraz pomysłodawca DesignMagazyn. Członek zespołu Adobe Community Professional. Pasjonat wszystkiego co ładne. Szczecinianin.

  • Napiszę tylko tyle, że dziękuję za ten wywiad.

  • Maurycy Szpak

    Prztyczek, copywriterem i jeden przecinek zle. Oprocz tego ciekawy wywiad

Zobacz komentarze (2) ...