DesignMagazyn

Wywiad

Jacek Kłosiński: „W kliencie trzeba szukać partnera, a nie wroga.”

Opublikowane dnia .

Jacek Kłosiński: „W kliencie trzeba szukać partnera, a nie wroga.”

Wstęp

Wywiad

Jacek Kłosiński: „W kliencie trzeba szukać partnera, a nie wroga.”

Opublikowane dnia .

Jacek Kłosiński – grafik, bloger, a przede wszystkim jeden z założycieli Studia Brandingowego Engram. Miałem przyjemność porozmawiać troszkę z Jackiem na początku marca. W rozmowie obecne projekty, początki działalności graficznej, czasy studiów, pasje poza branżowe i plany na przyszłość.

Rozmawia Sebastian Cencyk

Cześć Jacku! Jak leci? Nad czym teraz pracujesz?

Jest tego całkiem sporo. Rozwijamy dwie marki (Engram i Pan Wizualny), w których realizujemy projekty dla dosyć pokaźnej już grupy klientów. Do tego mam masę pomysłów na rozwój bloga, urządzam mieszkanie, organizuję własne wesele i planuję podróż życia do Nowego Jorku. Uwierz mi, nie nudzę się. :)

Urządzasz mieszkanie, ale nadal zostajesz w Gdańsku?

Tak, nie planuję stąd uciekać. Gdańsk to świetne miejsce do życia.

Wspominałeś ostatnio o nowym Engramie na Facebooku. Możesz coś więcej powiedzieć na ten temat? Z wpisu wynikało, że jesteś bardzo zadowolony z tego jak to wyszło.

Nowa strona Engramu chodzi za nami od dawna, ale bardzo trudno jest znaleźć czas, żeby się nią zająć, więc dłubiemy po godzinach i całość się przedłuża. Jesteśmy już jednak na takim etapie, że ruszyły prace związane z jej wdrożeniem i projekty graficzne są już praktycznie zamknięte. Sercem nowej strony będą rozbudowane i pięknie opisane realizacje. To one mają pokazywać nasz proces, mówić o naszym podejściu itd. Chcemy żeby mówiły za nas nasze projekty, a nie puste hasła, czy nagłówki, które sami wymyślimy. Nowa strona będzie więc bardzo minimalistyczna, z nastawieniem na pokazywanie realizacji.

Ja niestety (albo stety) mam tak, że prawie nigdy nie jestem w 100% zadowolony z efektu. Pewnie i tak jest tym razem, zawsze można coś poprawić i ulepszyć, ale cieszy mnie postęp który zrobimy.

engram

To chyba przypadłość każdego grafika. Jednak na taką formę swojej strony internetowej mogą sobie pozwolić ludzie, którzy zrealizowali już trochę projektów, którymi chcą się jak najbardziej chwalić. Jak polecałbyś promować się mniej doświadczonym designerom? Nie mają przecież torby pełnej projektów, które mogą wyeksponować.

Myślę, że rada dla początkującego grafika bez doświadczenia jest bardzo prosta – rób wszystko żeby to doświadczenie zdobyć, bo ono jest najważniejsze. Jeśli nie możesz znaleźć klientów do komercyjnych zleceń rób własne projekty na boku, albo twórz kreacje tylko do szuflady.

Ciekawym pomysłem na wybicie się i narobienie trochę szumu wokół siebie jest rebranding jakiejś znanej marki lub redesign strony internetowej, która jest powszechnie znana.

Lub jak David Airey – wycinanie z gazet brzydkich reklam i redesignowanie ich tylko po to, by później podesłać do firmy sugerując, że tak mogłaby wyglądać ich reklama.

Ostatnio krążył po sieci np. fajny koncept redesignu Wikipedii.

Takie oddolne inicjatywy mogą pozwolić zdobyć doświadczenie i są w stanie zainteresować szerokie grono odbiorców.

3
Zrobiłeś kiedyś coś podobnego?

Nie, ja trenowałem wiele lat temu na własnych pobocznych projektach. Tworzyłem swoje portale informacyjne (kiedy jeszcze nie było blogów ), fora muzyczne, czy strony dla graczy. To też jest fajna droga rozwoju i z perspektywy czasu bardzo się cieszę, że tak działałem. Dało mi to dużo radochy, a przy okazji zdobyłem cenne doświadczenie.

A jakie były Twoje początki? Co w perspektywie czasu było istotne w rozwoju? Nie jest to też powszechny zawód typu strażak czy  nawet piłkarz, o którym marzy każdy dzieciak.

Pierwszy projekt jaki zrobiłem to bodajże jakaś pseudo strona o jakiejś kreskówce, którą oglądałem. ;) Później przyszła kolej na portale informacyjne, fora czy strony dla graczy. Robiłem to totalnie dla zabawy, dawało mi to dużo frajdy.

Przypadkiem między jednym, a drugim projektem pojawiła się możliwość zarobku, pomyślałem, że chętnie spróbuję i tak się zaczęło. To była dla mnie niesamowita okazja połączenia rozrywki, którą było dla mnie projektowanie z okazją do dorobienia sobie realnych pieniędzy. To było kilka lat totalnej zabawy w liceum.

Przez całe studia pracowałem już poważniej jako freelancer, a zaraz po ich skończeniu założyłem własną firmę.

Świadomie wybrałem też studia nie związane z projektowaniem. Uznałem, że mogę się tego sam nauczyć i z perspektywy czasu nie żałuję. Studiowałem marketing i dzięki temu zdobyłem trochę szersze kompetencje, co z kolei przydaje się bardzo w prowadzeniu własnego biznesu.

2

Po części wyprzedziłeś moje pytania nt. studiów. Jestem ciekaw Twojej opinii na temat studiów graficznych czy też studiów w ogóle. Załóżmy sytuację, w której ktoś nie idzie na studia, bo woli czas, który tam spędzi poświęcić na naukę projektowania. Jak odniósłbyś się do takich planów?

Pewnie wielu absolwentów ASP nie ucieszy się z tego co piszę, ale wybór studiów spoza działki projektowej uważam, za strzał w dziesiątkę. Moim zdaniem dużo więcej niż studia na ASP da praca zawodowa, zarówno jako freelancer, jak i pracownik „na etacie”.

Rozumiem, że głównym powodem jest specyfika dziedziny i dostęp do internetu? Chociażby możliwość napisania do kogoś jak Ty i zapytanie o radę, a nie dochodzenia do tego przez cały semestr?

Internet na pewno w ogromnym stopniu pomaga. Sam uczyłem się jeszcze na początku na zwykłym modemie, teraz byłoby dużo łatwiej.

Uczelnie artystyczne w wielu kwestiach nie pomogą. Np. webdesign i nowe media to dla nich nadal czarna magia, tam jeszcze od internetu ważniejsze są linoryty i inne dziwne zajęcia. Więc jeśli chcesz projektować strony www, to i tak musisz nauczyć się tego samemu poprzez praktykę i zbieranie doświadczenia na własną rękę.

Jeśli już rozmawiamy w pewnym sensie o dość niematerialnych sprawach, to chciałbym zapytać jak Ty się czujesz jako grafik. Mam na myśli fakt, że wielu uważa, że praca w Polsce w zawodzie projektanta stron internetowych, lub logo designera jest bardzo niewdzięczna – głównie ze względu na dość niską jeszcze świadomość ludzi na temat tego kim jest grafik – co za tym idzie dużo niższej płacy i trudniejszej współpracy w odniesieniu chociażby do USA. Uważasz zatem, że być może gdzieś za granicą spotkałbyś lepszych klientów? Nie mam już nawet na myśli zarobków, ale cały workflow.

Myślę, że źli klienci są wszędzie.  Oczywiście np. w krajach skandynawskich łatwiej jest sprzedać pewną stylistykę (np. minimalizm), bo oni bardziej to czują, ale dużo też zależy od nas, jako projektantów. Musimy pracować nad świadomością klientów i projekty realizować w taki sposób, żeby stawiać się w roli eksperta, a nie narzędzia.

Jak wyobrażasz sobie zatem klienta idealnego? Istnieje taki model?

Klient idealny to taki, który ufa, jest partnerem. Nie da się pracować z kimś kto uważa, że zna się lepiej na tym co robisz, bo wtedy sprowadzasz się do roli realizatora jego wizji i woli.

Czyli projektant jest też sprzedawcą?

Oczywiście! To podstawowa rzecz, której trzeba się nauczyć – sprzedać swoją wizję i przekonać, że jest ona słuszna. Jeśli sprowadzimy naszą pracę do problemu ładny/brzydki to zawsze będziemy narzekali na złych klientów, bo gusta są różne.

To dlaczego graficy narzekają na klientów? Może sami niepotrzebnie się nakręcamy?

Myślę, że wiele osób na pewno przesadza. Panuje trochę „moda” na narzekanie na klienta, zobacz np. ile na facebooku jest profili, których komunikacja i pomysł polega na nabijaniu się z klientów. Nie będę pokazywał palcami, ale jest tego naprawdę sporo. Nie wiem czy można to nazwać polską mentalnością i czy za granicą jest lepiej. Czasami każdy (w tym ja) ma dość jakiegoś projektu, albo nie potrafi znaleźć wspólnego języka z osobą będącą klientem, ale to też jest częścią naszej pracy. Myślę, że największy problem mają osoby początkujące, o trochę zbyt idealistycznym wyobrażeniu pracy projektanta. Przy pierwszym zderzeniu z rzeczywistością pojawia się frustracja i pewnie to narzekanie jest jej wyrazem. Tymczasem trzeba się po prostu w większości wypadków wziąć w garść, walczyć, przekonywać i szukać po drugiej stronie partnera, a nie wroga.

A jest jakiś sposób na to, by znaleźć taki złoty środek między tym, co może powiedzieć/zasugerować klient? Nie znamy przecież jego jako człowieka, może w pewnym momencie zacznie nam narzucać swoje zdanie. Może należy na samym początku ustalić „prawa klienta”?

Można do pewnego stopnia zabezpieczać takie kwestie umową, która precyzuje np. ilość poprawek, czy ich zakres, ale zawsze będą to rozwiązania niedoskonałe i już na początku stawiające między projektanta, a klienta pewną formę muru i nieufności. My zawsze staramy się na początku wskazać klientowi obszary za które to my jesteśmy odpowiedzialni i te, w których potrzebujemy jego wsparcia i decyzji. To z reguły wystarcza. Kiedy widać u potencjalnego klienta niechęć do partnerskiego podejścia i już przy pierwszych rozmowach czujemy, że będzie starał się dominować, to warto dwa razy się zastanowić, czy na pewno jest to praca dla nas. Niektórzy lubią kiedy pokaże się im palcem co mają robić, inni lubią swobodę. Nie warto się męczyć i angażować w projekty, które będą nas zjadały psychicznie. Lepiej szukać zleceniodawcy, z którym się zrozumiemy. Wiem, że często w grę wchodzą kwestie finansowe i ciężko jest odrzucać zapytania, ale tylko wtedy kiedy zrozumiemy, że nie każdy projekt jest dla nas odpowiedni możemy mówić o pewnej dojrzałości jako projektant.

Odejdźmy może troszkę od tematu klientów i różnych ustaleń na tym polu. Jako grafik – znany z tego zapewne wśród znajomych – nie jednokrotnie zostałeś zapytany czy coś zrobisz dla znajomego. ”Prosty design strony internetowej” czy „szybkie logo, bo to mała firma.” Jak się odnosisz do współpracy ze znajomymi? Są różne opinie, niektóre mówią, żeby stanowczo nie wchodzić w taką relację inne odwrotnie – że da się to zrobić w „zdrowy” i rozsądny sposób. Jak Ty się na to zapatrujesz?

Jak każdy projektant nienawidzę takich próśb. :) Kiedy jestem w biurze zupełnie nie ruszam tematów, które nie dotyczą bezpośrednio Engramu lub Pana Wizualnego. Zajmują mi one praktycznie cały produktywną część dnia. Znajduję w sobie jeszcze trochę siły na pisanie wieczorami bloga, ale na dodatkowe zlecenia dla znajomych, nawet za symboliczne wynagrodzenie zupełnie nie mam czasu i siły. Trzeba przecież też kiedyś odpoczywać, spędzać czas z bliskimi itd. Zawsze kiedy mnie ktoś prosi o tego typu „przysługę” odpowiadam więc po prostu szczerze, że nie jestem w stanie tego zrobić bo musiałbym nie spać. ;)

A byłbyś w stanie pracować ze znajomym dokładnie tak samo jak z klientem? Zakładając, że on mówi, że chce być traktowany jako klient? Z tyłu głowy zawsze będzie świtało, że to Twój znajomy.

To zależy w jakich kwestiach. Od strony finansowo-formalnej na pewno znajomego nie mógłbym traktować jak klienta, spisywać umowy, czy negocjować wynagrodzenia. W kwestii bezpośredniej pracy nad kreacją już natomiast na pewno nie widzę problemu. Koledze jeszcze łatwiej jest powiedzieć „nie znasz się, zostaw to mi”. ;)

Zostawmy już klientów w spokoju : ) W styczniu dołączyła do Was zupełnie nowa osoba – Iza Jackowska. Możesz coś powiedzieć na jej temat? Jak wygląda Wasza współpraca, kim jest i przede wszystkim kiedy zobaczymy coś „spod jej pióra”?

Iza Jackowska Absolwentka ASP w Katowicach. Od stycznia związana z Engramem.

Z Izą pracujemy dopiero dwa miesiące, więc na pewno jeszcze się poznajemy. To, co szczególnie cenię to wzbogacenie naszego zespołu o takiego bardziej „analogowego” ducha. Iza bardzo dobrze radzi sobie z tradycyjnym szkicownikiem, pędzlem, czy rysunkiem odręcznym. Ja w tych kwestiach jestem słaby, więc dobrze się uzupełniamy. Pierwsze projekty będzie można obserwować już niedługo. Szczególnie nie możemy doczekać się zakończenia prac nad animacją, w której wykorzystaliśmy właśnie 100% ręcznie rysowane postacie, tła i przedmioty, które przenosimy na ekran i wprawiamy w ruch.

32

W takim razie czekamy na efekty. Zawsze mnie ciekawiła pewna kwestia wśród innych grafików. Załóżmy, że zaczynasz pracę nad projektem, mija dłuższy czas, ale Ty nie jesteś zadowolony – nie możesz pchnąć tego  do przodu. Co wówczas robisz? Rzucasz dotychczasowe szkice/koncepcje i zaczynasz od nowa?

Tutaj widzę właśnie największą zaletę pracy w zespole. Chociażby właśnie z tego powodu nie mógłbym wrócić do freelancerki. Kiedy tworzysz projekt w kilka osób są one w stanie spojrzeć inaczej na Twój projekt, podpowiedzieć, albo samodzielnie przerobić w sposób, o którym byś nie pomyślał. To działa też w drugą stronę. Można czasami wziąć taki surowy koncept od kogoś z zespołu i dodając do niego swoją wizję stworzyć coś naprawdę dobrego. Jeśli się blokujecie, najlepszym sposobem są zdecydowanie konsultacje.

Nie ma pracy twórczej bez inspiracji. Doświadczasz czasami pewnej blokady z powodu zbyt dużej ilości rzeczy/projektów widzianych w internecie? Mam na myśli to, że zaczynasz się za bardzo sugerować tym co widziałeś i w ten sposób to inspiracja staje się przeszkodą. Jak w ogóle wygląda ilość czasu poświęcana przez Ciebie właśnie na szukanie takich „inspirujących projektów”?

Nie zauważyłem u siebie jakoś przesytu „ogromem” projektów dookoła, ale nie jestem też typem projektanta, który pół dnia siedzi na behance. Staram się żeby projektowanie nie było wszystkim co mnie otacza bo wtedy faktycznie łatwo o przedawkowanie.

Z szukaniem inspiracji bywa różnie, czasami od razu widzę jak ma wyglądać dany projekt, a czasami muszę tej wizji dłużej poszukać. Tutaj znów ujawnia się zaleta pracy w zespole, ponieważ wspólnie rozmawiając o projekcie wzajemnie się inspirujemy i nadajemy procesowi szukania pomysłów większej głębi. Nie jest to już tylko to, co jesteś w stanie wytworzyć w głowie osobiście, ale też idee innych. Różnie wygląda to także w zależności od materiału, który projektuję. Generalnie w przypadku stron www szukanie najlepszych rozwiązań zajmuje mi więcej czasu ponieważ oprócz kwestii stricte estetycznych ogromną rolę odgrywają także pomysły związane z funkcjonalnością i użytecznością, a często też i aspekty techniczne.

Po Twoich postach w social media można wnioskować, że ogromną część Twojej uwagi pochłania Engram i jest dla Ciebie naprawdę ważny . Mógłbyś powiedzieć jakie były początki Waszego zespołu?

Początki z perspektywy czasu brzmią trochę dziwnie, ale mojego wspólnika Bartka poznałem po prostu na behance. Obaj chcieliśmy założyć własną agencję, spotkaliśmy się i okazało się, że patrzymy na wiele kwestii bardzo podobnie. Po prostu zaiskrzyło. ;) Jako dwaj zupełnie obcy dla siebie ludzie założyliśmy firmę, która już od ponad trzech lat ładnie nam się rozwija. Mieliśmy szczęście, że całość wypaliła i nadal bardzo dobrze się dogadujemy, ale kiedy myślę o tym dzisiaj, to sam początek był trochę szalony.

Szalony? Co masz na myśli?

To, że zupełnie się nie znaliśmy, wymieniliśmy kilkoma wiadomościami w Internecie i jednym, czy dwóch spotkaniach na żywo już lecieliśmy zakładać firmę. Patrząc na to z boku wydaje się to odważną decyzją i mam wrażenie, że w 9 przypadkach na 10 skończyło by się mało szczęśliwie. My po prostu bardzo chcieliśmy wtedy założyć coś swojego i czuliśmy, że im później się zdecydujemy, tym będzie trudniej. Taka ekscytacja z tego co robimy została nam chyba do dzisiaj. Obaj lubimy działać, tworzyć coś swojego – nie moglibyśmy podbijać karty w korporacji. Ja pracowałem w swoim życiu na etacie przez 3 miesiące, a komercyjnie działam od 9 lat – to o czymś świadczy. :)

Jak wyglądały warunki pracy na początku? Zainwestowaliście od razu w biuro i nowy sprzęt?

Zaczynaliśmy w 2010 roku, o ile się nie mylę, to pierwsze spotkanie mogło się jeszcze załapać na 2009. Oczywiście przeszliśmy przez fazę „garażową” i urzędowaliśmy na samym początku w domowym biurze u Bartka. To było jednak z różnych powodów ogromnie niewygodne, więc przenieśliśmy się do pierwszego prawdziwego biura. Posiedzieliśmy tam rok i uciekliśmy do czegoś nowszego i ładniejszego. W obecnym miejscu siedzimy już chyba ponad 2 lata i coraz częściej chodzi nam po głowie kolejna przeprowadzka. W pierwszych zakupach pomogła nam dotacja, wystarczyło na podstawowe potrzeby. Generalnie w naszej branży bariera wejścia jest bardzo niska. Wystarczą chęci i przede wszystkim odwaga.

Odchodząc delikatnie od kwestii projektowania i pracy grafika, znany jesteś również jako bloger. Ostatni share week był przepełniony poleceniami odwołującymi do Twojego bloga. Powiedz mi proszę, jak oceniasz kondycję polskich blogów nt. designu i jak widzisz to powiedzmy na przestrzeni tego roku? Zanosi się na więcej treści o designie w języku polskim?

No z tym przepełnieniem to bym nie przesadzał. ;) W kwestii designu blogów na pewno widać wyraźną poprawę. Generalnie blogosfera się profesjonalizuje i ma to także swój wyraz w warstwie estetycznej. Obecnie jest całkiem sporo blogów ładnych albo po prostu poprawnych i ten trend na pewno się utrzyma. Dostaję nawet zapytania dotyczące zaprojektowania bloga, co znaczy, że początkujący blogerzy skłonni są  do pewnych inwestycji w tym zakresie. Nie zajmuję się tego typu zleceniami, ale wzrost świadomości cieszy.

4
A co skłoniło Cię do zmiany designu swojego bloga? Inspirowałeś się jakimiś innymi blogami pod względem rozwiązań?

Mój poprzedni layout był ładny, ale zbyt prosty, potrzebowałem czegoś bardziej rozbudowanego, co pozwoli mi na większe możliwości aranżacji treści. Chciałem, żeby blog wyglądał na prowadzony bardziej profesjonalnie, na większy i bardziej zróżnicowany. Zależało mi na podkreśleniu różnych tematów, które poruszam bo nie do końca lubię łatkę bloga dla grafików. Podobnie jak poprzednio, gotową skórkę dostosowałem do swoich potrzeb. Nie jest to więc w 100% moje dzieło, ale też śmiało mogę powiedzieć, że sporo się przy tym wyglądzie napracowałem i zmieniłem. Dużo się też nauczyłem od strony koderskiej. HTML i CSS nie są tym, czym zajmuję się na co dzień, więc dłubanie przy blogu daje mi fajną możliwość rozwinięcia się w tym zakresie. Nie wszystkie modyfikacje jeszcze wprowadziłem. W wolnych chwilach przygotowuję jeszcze kilka zmian. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się to skończyć.

Ale koncepcja bloga, który w zasadzie może zainteresować każdego pozostaje nadal aktualna?

Tak, merytorycznie nic nie planuję zmieniać. Chcę trzymać się tematów estetyki, designu i brandingu ujętych przystępnie i dla każdego.

Będąc w pobliżu bloga nie sposób nie zapytać o NacjęKreacji – dziękuję bardzo za uwzględnienie. Planujesz to w jakiś sposób dalej rozwijać?

Tak, mam kilka pomysłów jak to rozwinąć, ale nie chcę zdradzać na razie szczegółów bo sam jeszcze do końca tego nie zaplanowałem. W każdym razie nie jest to póki co mój priorytet.

Najgorszy projekt strony internetowej, który nigdy nie powinien wyjść z Photoshopa, a jest wiodącym serwisem w Polsce lub na świecie?

Facebook.

Ostatnio wspomniałeś, że dostałeś nowy design – ten, który reprezentuje sobą wczesny 2008 rok. Masz jakąś hipotezę związaną z tak fatalnym stanem Facebooka? Wiadomo – wielki serwis, nie można wprowadzić wielkich zmian z dnia na dzien. Ale wszyscy wiemy, że to co obecnie reprezentuje sobą Facebook jest fatalne – szczególnie widząc dziesiątki świetnych redesignów w sieci.

Niestety hipoteza jest smutna, ale bardzo prawdopodobna – po prostu nie opłaca im się ryzykować wprowadzania zmian. Serwis teraz zarabia, pojawiają się kolejne pomysły i zmiany nastawione na monetyzację i to jest główny priorytet Facebooka. Design i użyteczność są na dużo dalszym planie.

Twoja ukochana marka, którą otaczasz szczególną sympatią?

Wiele razy o tym myślałem jako osoba związana zawodowo z brandingiem i dochodzę za każdym razem do wniosku, że nie ma chyba marki, którą kocham ślepo i bezgranicznie. Nawet w ulubionych klubach piłkarskich widzę wady. ;)

W takim razie klub piłkarski – nie wiem jakie są nastroje i preferencje czytelników – Twoje ryzyko.

Co tydzień gram ze znajomymi i dumnie zakładam swoją koszulkę Juventusu Turyn. ;)

Jaki jest Twój obecny zestaw na którym pracujesz?

MacBook Pro 13 podłączany pod Eizo 22, mysz logitech. Fajne połączenie mobilności z dobrym ekranem, jestem zadowolony. No może jedynie zamieniłbym MBP na retinę. ;)

Masz może jakieś inne pasje, które regularnie „pielęgnujesz” po za designem?

No na pewno wspomniana piłka nożna. Jeśli nie zagram chociaż raz w tygodniu to jestem chory i jest mi źle. Nic nie daje mi tyle radochy co porządny mecz i kilka bramek. Śledzę też mecze przed TV, ale już z trochę mniejszym zapałem. Oprócz tego w kącie kurzy się gitara, a ostatnio rośnie kolekcja gier planszowych. Oglądam też sporo seriali.

O jakich serialach mowa?: )

Bardzo różnie. :) Z jednej strony uwielbiam takie klimaty jak Gra o Tron, Vikings, czy Rzym, z drugiej lubię też współczesne realia typu Homeland, czy Sherlock. Oprócz tego jest sporo komediowych typu, Modern Family, Big Bang Theory, czy Family Guy. Próbuję się przekonać do House of Cards, ale nie bardzo mi to wychodzi.

Trzy książki lub filmy, które powinien przeczytać/zobaczyć każdy, kto zaczyna swoją „przygodę” z projektowaniem

Może odpowiem trochę nietypowo, ale każdy początkujący powinien od deski do deski przerobić materiały związane z obsługą programów graficznych. Nie ważne, czy będą to książki, czy serwisy typu lynda.com Żeby dobrze projektować potrzebny jest techniczny warsztat i te umiejętności trzeba po prostu „wyklikać”, przerobić trochę tutoriali itd. Odradzam metodę prób i błędów. Obecnie w sieci jest naprawdę masa kursów, które w sposób uporządkowany i profesjonalny uczą zarówno początkujących, jak i bardziej zaawansowanych. Naprawdę warto wydać te kilkadziesiąt dolarów – taka inwestycja się szybko zwróci.

Masz przed sobą osobę, która chce być grafikiem. Dajesz mu wspomniane kursy i wskazówkę. Jaka by to była wskazówka?

Zbierać doświadczenie, projektować dużo różnorodnych rzeczy i szukać własnego stylu.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i mam nadzieję, że jeszcze uda nam się jeszcze niejednokrotnie porozmawiać ;)

Jasne, ja też dziękuję, zawsze chętnie porozmawiam. :)

profile

Sebastian Cencyk

https://dribbble.com/scencyk

Grafik oraz pomysłodawca DesignMagazyn. Członek zespołu Adobe Community Professional. Pasjonat wszystkiego co ładne. Szczecinianin.

  • Dobry wywiad. Aż się miło czytało.

  • Pingback: "Nie wiem jak się projektuje. U mnie jest to rodzaj opatrzenia i intuicji." - Wywiad z Martyną Wędzicką | DesignMagazyn()

  • Hugon Sknadaj

    Tutaj się zgodzę ze zdaniem: „Odradzam metodę prób i błędów.”.
    Grafiką bawię się od gimnazjum, ale dopiero od technikum zacząłem się bardziej interesować, a od końca 3 technikum zainteresowałem się webdesignem i zagadnieniami związanymi z tą dziedziną.
    Na praktykach w firmie, która robi strony, jak zrobiłem pierwszy layout, to dostałem duuużo porad (typu: zbyt napchane, daj jeszcze w dół, żeby było powietrze, to tu nie pasuje) od kolegów, którzy tam pracowali, dzięki temu teraźniejsze projekty wyglądają o niebo lepiej.
    Lepiej posiedzieć w internecie trochę, poczytać, posłuchać innych i dopiero wtedy tworzyć własne pomysły.

    edit: super wywiad, jak powiedział Józef, naprawdę miło się czyta

    • Cześć Hugon! Z pewnością, warto na początku zapoznać się z zagadnieniami dotyczącymi danej dziedziny, by być chociaż po części świadomym co tak naprawdę należy robić. Metoda prób i błędów jednak jest o tyle nie do uniknięcia, że praktyka weryfikuje wiele kwestii, a rzeczy, które dziś uznajemy za dobre – za kilka lat mogą zmienić się w kopalnie błędów, które dostrzeżemy po nabraniu doświadczenia i podniesienie sobie poprzeczki jeszcze wyżej. Jest to oczywiście pewien wyznacznik postępu. Dzięki za komentarz i zostań z nami na dłużej, bo oprócz kolejnych wywiadów, które już w przygotowaniu, znajdziesz tu wiele artykułów, które być może wniosą coś do Twojej pracy. Pozdrawiam i jeszcze raz dzięki!

  • Pingback: Malinki #46 | Klosinski.net()

Zobacz komentarze (6) ...