DesignMagazyn

Inspiracje

Inspiracja, czyli świadoma obserwacja

Opublikowane dnia .

Inspiracja, czyli świadoma obserwacja

Wstęp

Inspiracje

Inspiracja, czyli świadoma obserwacja

Opublikowane dnia .

Niebywale trudno jest wejść w głowę projektanta. Osoby ze środowiska „kreatywnego” są często dość rozchwiane emocjonalnie, inspirują się różnymi rzeczami, świadomie bombardują się ilością treści uznawanych za „inspirujące” – sięgają czasem po te nawet pozornie absurdalne w nadziei, że choćby część z przetrawionych informacji przerodzi się w dobry projekt. Często nawet z niezłym skutkiem. Ale co, gdy przestaniemy kontrolować swoje inspiracje?

Kontrola konsumowanych treści i inspiracji

Co to znaczy, że straciliśmy kontrolę nad naszymi inspiracjami? To moment, w którym sami nie wiemy, co obecnie jest dla nas najciekawsze. Inspirację, a właściwie rozwój poza projektowaniem – czyli mentalny – można rozbić na trzy etapy. Nie wychodząc oczywiście ze sfery mówienia o inspiracji – a nie  o ogólnej mentalności grafika.

Po co mi to?  W zasadzie nasze myślenie graficzne nie idzie do przodu, nie interesujemy się pokrewnymi dziedzinami sztuki. To przede wszystkim syndrom ludzi, którzy są w swojej „branży” (jeśli już tak to nazywają) stosunkowo krótko i są jednocześnie na tyle zafascynowani tym co obecnie robią, że nie odczuwają potrzeby szukania nowych wrażeń.  Jest to niewątpliwie coś, co blokuje nas przed krokiem milowym. Dopiero wyzbycie się tej niechęci do poszukiwań da nam przepustkę do bycia już prawie-profesjonalistą.

Wszystko jest takie interesujące! Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku, który nie wykracza po za nasze osobiste preferencje estetyki. Niestety w tej fazie, wszystko co uznajemy za inspirujące tak naprawdę nie niesie za sobą żadnych konsekwencji, mimo dwóch godzin skakania po Behance, zapamiętujemy co najwyżej jedynie jeden ciekawy pomysł. Reszty jakby nie było. Zapewne minęło już trochę czasu od poprzedniego etapu i przypominamy sobie, że nie jesteśmy pępkami świata. Warto byłoby zajrzeć trochę dalej.

Rozumienie skonsumowanej treści. Ten etap bezpośrednio łączy się z poprzednim, jest nie tyle jego kontynuacją, co ewolucją. Zakłada bowiem, że mamy świadomość tego co widzimy – potrafimy wyciągnąć wnioski i nazwać wrażenia. Chodzi o to by widzieć, a nie tylko patrzeć. To drugie do niczego nam się nie przyda. Przecież to my – graficy – mamy tworzyć nową wartość z czystej kartki.

Przejście tych trzech etapów jest naturalną koleją rzeczy. Przystanie na ostatnim pozwala na ciągły rozwój samego siebie. Z pewnością nie zawsze będziemy bardzo ułożonymi, wszystko nazywającymi ludźmi – ciężko to osiągnąć często ze względu na dużą ilość nowych wrażeń. Jednak trawienie i nazywanie wszystkich doznań jest częścią pracy grafika. Przykładowo, poznając zwyczaje panujące na dalekim wschodzie, ciężko wykuć z nich coś konkretnego na poczekaniu, natomiast pewne jest, że wrócenie do tego i zastanowienie się jak to wpłynie na mnie, jako projektanta – jest bardzo istotne. Tworzysz przecież na bazie tego, co wcześniej widziałeś.

Zdjęcie z Unsplasha.

profile

Sebastian Cencyk

https://dribbble.com/scencyk

Grafik oraz pomysłodawca DesignMagazyn. Członek zespołu Adobe Community Professional. Pasjonat wszystkiego co ładne. Szczecinianin.

Zobacz komentarze (0) ...